Glany i martensy — buty, które zdefiniowały subkultury i wciąż zdefiniowane są przez liczbę dziurek
Glany to chyba najbardziej rozpoznawalne męskie buty drugiej połowy XX wieku. Dr Martens, czyli “martensy” w polskim slangu, są ich najsłynniejszą wersją — ale historia tych butów zaczyna się w niemieckiej Bawarii, a nie w angielskim Northamptonshire. Glany męskie nosili robotnicy, listonosze, policjanci, skinheadzi, punkowie, kibice, hipsterzy, a wreszcie modelki na pokazach mody w Paryżu. Każda z tych grup widziała w glanach coś innego. Ale liczba dziurek w cholewce zawsze coś znaczyła — dla wtajemniczonych była dyskretnym kodem przynależności subkulturowej, którego nie czytał z zewnątrz nikt.
Skąd wzięły się glany — niemiecki lekarz, angielska fabryka i rok 1960
Historia glanów zaczyna się w Bawarii w 1945 roku. Dr Klaus Märtens, niemiecki lekarz, podczas urlopu w Alpach złamał stopę. Wracając do służby zauważył, że standardowe wojskowe buty są niewygodne dla jego rekonwalescencji. Zaprojektował więc nową konstrukcję podeszwy — z poduszkowymi komorami powietrza, które amortyzowały kroki. Patent zdobyty w 1947 roku, pierwsza fabryka w Monachium produkowała te buty głównie dla starszych Niemek, które potrzebowały wygodnego obuwia codziennego.
Przełom przyszedł w 1959 roku, gdy brytyjska firma R. Griggs Group z Wollaston w Northamptonshire wykupiła licencję na podeszwę “AirWair” i zaczęła produkować buty w Anglii. 1 kwietnia 1960 roku z taśmy produkcyjnej zjechała pierwsza para modelu 1460 — ośmiodziurkowych, czarnych, z charakterystycznym żółtym szwem na podeszwie. Data 1/4/60 dała nazwę najsłynniejszemu modelowi Dr Martens. Buty miały być początkowo robocze, dla policjantów, listonoszy i pracowników fabryk. Dziwnym zrządzeniem losu, w ciągu dekady stały się symbolem rebelii.
Martensy były tanie, wygodne i niezniszczalne. To był idealny przepis na buty robotnicze. Pierwszymi nieformalnymi adopterami byli właśnie robotnicy. Następne pokolenie, ich synowie, zaczęło traktować martensy jako element własnej, klasowej tożsamości — to były buty, które nosił ojciec, więc nosił je też syn. Z tego organicznego procesu, w drugiej połowie lat sześćdziesiątych, narodziła się subkultura skinhead. A z nią — glany jako symbol.
Liczba dziurek w cholewce — sekretny kod subkultur
Ośmiodziurkowy model 1460 był pierwszą wersją. Później pojawiły się modele z większą liczbą dziurek — 1490 (10 dziurek), 1914 (14 dziurek), 939 (9 dziurek), a nawet wersje 20-dziurkowe. Liczba ta nie była przypadkowa. W subkulturze skinhead i punk lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych liczba dziurek funkcjonowała jako dyskretny kod przynależności i poglądów. Dla osób spoza ruchu — to były po prostu buty wyższe lub niższe. Dla wtajemniczonych — informacja o tym, kto stoi naprzeciwko.
Klasyczny zestaw kodów wyglądał mniej więcej tak:
Te kody nie były nigdzie spisane, nikt o nich nie uczył oficjalnie. Przekazywane były przez starszych kolegów, doświadczenia w pubach, zdjęcia w magazynach subkulturowych. Dziś kod się rozmył — w 2026 roku liczba dziurek to bardziej kwestia gustu i wzrostu niż przynależności politycznej. Ale dla pokoleń urodzonych w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ten kod wciąż coś znaczy.
Dlaczego martensy stały się ikoną — od ulicy po wybiegi mody
Martensy stały się ikoną kulturową przez połączenie kilku czynników. Po pierwsze — funkcjonalność. Były niezniszczalne, wygodne (po dwutygodniowym dotarciu), wodoodporne. Po drugie — przystępna cena. W latach sześćdziesiątych para Dr Martens kosztowała równowartość przeciętnego dziennego zarobku robotnika. To czyniło je dostępnymi dla każdego, kto miał stałą pracę. Po trzecie — silne związki z autentycznymi subkulturami. Skinhead, punk, hardcore, mod — wszystkie te ruchy nosiły martensy, a media tworzyły wokół tego mityzację.
W latach osiemdziesiątych martensy przeszły ewolucję od subkulturowej niszy do popularnej młodzieżowej mody. W latach dziewięćdziesiątych weszły do amerykańskiego mainstreamu — nosiła je grunge’owa scena z Seattle (Kurt Cobain z Nirvany w 1991 roku), riot grrrl, alternatywne nastolatki ze wszystkich klas społecznych. Dr Martens w połowie lat dziewięćdziesiątych miały swój pierwszy duży kryzys finansowy — nadprodukcja, spadek mody, bankructwo w 2003 roku. Firma została wykupiona przez fundusz inwestycyjny i przeszła restrukturyzację.
W drugiej dekadzie XXI wieku martensy wróciły z impetem. Nowe pokolenie odkryło je jako klasyk, marka zaczęła współpracować z domami mody i artystami. W 2026 roku Dr Martens to firma globalna, sprzedająca buty w cenach od 600 do 2000 złotych, z kolekcjami limitowanymi przekraczającymi 5000 złotych za parę. Ale obok luksusowych edycji wciąż produkowane są klasyczne 1460 — w tej samej formie, z tym samym żółtym szwem, z tym samym zapachem nowej skóry.
Polska scena — jak glany trafiły na polskie ulice
Do Polski martensy przyjechały na początku lat dziewięćdziesiątych, z otwarciem granic i pierwszymi sklepami z odzieżą importową. Pierwszymi nosicielami byli kibice, skinheadzi i punkowie. W warunkach polskich martensy były luksusem — kosztowały więcej niż przeciętna pensja, więc nie każdy mógł sobie na nie pozwolić. To dawało im dodatkowy prestiż. Polacy z początku lat dziewięćdziesiątych pamiętają martensy jako buty wyjątkowe, które się szanowało i nosiło tylko na ważne okazje.
Z czasem ceny się unormowały, a martensy stały się dostępne dla szerszej publiczności. Polskie marki obuwnicze zaczęły produkować własne wersje glanów — często tańsze i lepiej dostosowane do rodzimego klimatu. W szerszym sensie “glany” to dziś każdy męski but z grubą podeszwą i sznurowaniem w cholewce, niezależnie od marki. To pokazuje, jak silnie marka Dr Martens wpłynęła na całą kategorię — w Polsce mówimy “glany” tak, jak w innych krajach mówi się “kleenex” zamiast “chusteczka higieniczna”.
W polskim środowisku patriotycznym i kibicowskim martensy są elementem klasycznym. Nosi się je z bomberką, z dżinsami, z koszulką patriotyczną. To strój, który nie zmienił się od lat dziewięćdziesiątych, ale wciąż wygląda dobrze. Subkultury rozumieją wartość ciągłości — strój, który definiował twoich starszych kolegów, łączy cię z nimi przez fizyczny obiekt.
Jak dbać o glany — żeby służyły dekadami
Martensy są niezniszczalne tylko teoretycznie. W praktyce wymagają minimalnej pielęgnacji, by zachowały formę i wygląd przez wiele lat. Solidnie pielęgnowane Dr Martens potrafią służyć 15-20 lat — buty są tak skonstruowane, że można wymienić podeszwę w specjalistycznym warsztacie obuwniczym, gdy ta się zużyje.
Podstawowe zasady dbania o glany to czyszczenie po każdym użyciu (zwykła szczotka i wilgotna szmatka), regularne pastowanie (raz w miesiącu pasta lub wosk Dr Martens), suszenie w temperaturze pokojowej (nie na kaloryferze, który skraca skórę), wymiana sznurówek co dwa-trzy lata. Pierwsze tygodnie noszenia martensów są nieprzyjemne — buty są sztywne i powodują otarcia. Po dotarciu (10-14 dni codziennego noszenia) skóra zmiękcza się i dostosowuje do stopy. Od tego momentu martensy są jednym z najwygodniejszych butów, jakie można mieć.
Glany wpisują się w szerszy kanon stylu, który łączy estetykę miejską z polską tożsamością narodową — obok polskiego streetwearu, bomberek i koszulek z motywami Żołnierzy Wyklętych. To nie jest moda sezonu — to strój, który przeszedł przez dekady i ciągle wygląda tak samo. Para martensów kupiona w 2026 roku wygląda identycznie jak para kupiona w 1980 roku. Zmienia się świat dookoła, ale buty pozostają. To definicja klasyka — i jednocześnie jeden z powodów, dla których glany mają tak silne miejsce w polskiej kulturze ulicznej.


