Józef Kuraś “Ogień” — partyzant Podhala, który wciąż dzieli Polaków
Józef Kuraś “Ogień” to bez wątpienia najbardziej kontrowersyjna postać w gronie żołnierzy wyklętych. Major, dowódca największego oddziału partyzanckiego Podhala, “władca” tatrzańskich miejscowości w 1945-1947 roku, który walczył z Niemcami, ze Słowakami, z Sowietami i z polskim UB. Jednocześnie postać oskarżana o zbrodnie wojenne i działania antysemickie, których nie da się prosto zbagatelizować. Historia Kurasia jest historią pokolenia, które brutalność wojny przyjęło jako codzienność, a po wojnie nie umiało już z niej wyjść. Dwie narracje o nim — bohatera narodowego i zbrodniarza — istnieją obok siebie i obie znajdują w archiwach poparcie. To wybór czytelnika, którą uważa za bardziej przekonującą.
Skąd wziął się Ogień — pseudonim, który był odpowiedzią na zbrodnię
Józef Kuraś urodził się 23 października 1915 roku we wsi Waksmund w Gorcach, w rodzinie chłopskiej o silnych tradycjach patriotycznych. Ojciec, gospodarz góralski, był weteranem Legionów Piłsudskiego. Józef ukończył szkołę powszechną i odbył służbę wojskową w 2. Pułku Strzelców Podhalańskich. Wojnę 1939 roku zakończył jako podporucznik rezerwy.
Po klęsce wrześniowej Kuraś przystąpił do konspiracji — najpierw w Związku Walki Zbrojnej, później w Armii Krajowej i Batalionach Chłopskich. Działał na Podhalu pod pseudonimem “Orzeł”, organizując lokalne struktury podziemia. To była typowa droga oficera rezerwy, który wojnę spędził w rodzinnej okolicy, walcząc z okupantem w warunkach partyzanckich.
29 czerwca 1943 roku w odwecie za jego partyzancką działalność Niemcy zamordowali siedemdziesięciotrzyletniego ojca Kurasia, żonę Elżbietę i dwuletniego syna Zbyszka. Ciała ofiar i cały dom polano benzyną i podpalono. To wydarzenie złamało Kurasia psychicznie i zradykalizowało go bezwzględnie. Zmienił pseudonim z “Orzeł” na “Ogień” — by upamiętnić zbrodnię, którą Niemcy popełnili na jego rodzinie. Od tego momentu walczył z każdym, kto wystąpił przeciwko Polsce — Niemcami, Słowakami pomagającymi Niemcom, później Sowietami i UB.
Walka z Niemcami — partyzancki rok 1945 i wyzwolenie Podhala
Pod koniec wojny Kuraś dowodził Zgrupowaniem Partyzanckim “Błyskawica”, liczącym około 700-800 żołnierzy. To była potężna siła jak na warunki góralskie — organizacja zdolna do przeprowadzania większych akcji niż zwykle robiła konspiracja AK. 20 stycznia 1945 roku, razem z oddziałem dowódcy “Gutmana”, Kuraś zaatakował i rozproszył kolumnę niemieckich ciężarówek wojskowych w okolicy Nowego Targu.
27 stycznia 1945 roku Kuraś poprowadził kilka kompanii Armii Czerwonej przez góry wokół Nowego Targu, umożliwiając Sowietom oskrzydlenie wycofujących się sił niemieckich. Niemcy, widząc nadciągających Sowietów od tyłu, wycofali się bez walki, ratując Nowy Targ od zniszczenia. Ten epizod jest często cytowany jako dowód, że Kuraś nie był wrogiem Sowietów z zasady — w 1945 roku, gdy Sowieci walczyli jeszcze z Niemcami, kooperował z nimi taktycznie, jak każdy polski żołnierz tamtego czasu. Konflikt miał przyjść później.
Zaraz po wyzwoleniu Podhala spod niemieckiej okupacji Kuraś przez kilka tygodni służył w nowo tworzonych strukturach milicji obywatelskiej — został komendantem MO w Nowym Targu. Próbował wówczas odnaleźć się w nowej rzeczywistości, mimo że jego niechęć do komunistów była silna od dawna. Decyzja, by ponownie wziąć broń przeciwko Polakom, nie była dla niego oczywista. Gdy jednak zrozumiał, że “ludowa” Polska nie jest niezależnym państwem, wybrał drogę partyzantki.
Kim byli żołnierze Ognia — od chłopów po dezerterów z UB
11 kwietnia 1945 roku Kuraś ponownie “poszedł w góry” i razem ze swoimi starymi żołnierzami stworzył oddział partyzancki pod nazwą Zgrupowanie Partyzanckie “Błyskawica”. Skład oddziału był specyficzny i odzwierciedlał skomplikowaną rzeczywistość Podhala 1945-1947:
To była mieszanka wybuchowa. Z jednej strony — autentyczni patriotyczni żołnierze, którzy nie chcieli żyć pod komunistycznym reżimem. Z drugiej — element przestępczy i awanturniczy, który pod pretekstem walki z UB załatwiał własne porachunki, rabował, mordował. To z tego elementu wynikają oskarżenia o zbrodnie wojenne, które wciąż ciążą na pamięci Ognia.
Kontrowersje wokół Ognia — co mu się zarzuca
Józef Kuraś jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w gronie żołnierzy wyklętych. Zarzuty wobec niego są poważne i nie ograniczają się do politycznych sporów współczesnych historyków. Kilka kategorii zarzutów wymaga oddzielnego rozpatrzenia.
Pierwsza kategoria — zarzuty antysemickie. Społeczność żydowska w Polsce i poza nią konsekwentnie oskarża Ognia o ataki na żydowskich uciekinierów wracających z obozów lub przewożonych przez polskich pomocników do Czechosłowacji w drodze do Palestyny. Najbardziej znana jest sprawa zabójstwa kilkunastu Żydów w Krościenku w lipcu 1945 roku — odpowiedzialność za nią częściowo przypisuje się ludziom z oddziału Ognia. Sam Kuraś nigdy nie wziął odpowiedzialności za to wydarzenie i historycy do dziś spierają się, czy wydał taki rozkaz, czy działania były wynikiem inicjatywy podkomendnych.
Druga kategoria — zarzuty wobec ludności słowackiej. Słowacki Instytut Pamięci Narodowej oskarża oddział Ognia o ataki na słowackie wsie po stronie polskiej, w których ginęli cywile. Te zarzuty są kontrowersyjne, bo część “słowackich” działań Ognia dotyczyła faktycznie kolaborantów ze słowackimi siłami Tisy, którzy podczas okupacji niemieckiej brali udział w pacyfikacjach polskich wsi. Granica między odwetem za zbrodnie wojenne a aktami przemocy wobec ludności cywilnej jest tu cienka.
Trzecia kategoria — zarzuty wobec polskich komunistów i ludzi cywilnych. To najbardziej nieoczywiste — niektóre akcje oddziału były odwetem za zachowania, które dziś trudno uznać za uzasadnione. Egzekucje członków rodzin funkcjonariuszy UB, kary za “donosicielstwo” wymierzone bez procesu, brutalne traktowanie ludzi podejrzewanych o sympatie komunistyczne. Część tych zarzutów jest udokumentowana, część pozostaje tematem sporu historyków.
Śmierć Ognia i jego dziedzictwo w 2026 roku
22 lutego 1947 roku oddział UB osaczył Kurasia w Ostrowsku pod Nowym Targiem. W obliczu otaczającego go pościgu sięgnął po ostatni granat i odpalił go obok siebie, by uniknąć pojmania. Zmarł kilka godzin później w szpitalu w Nowym Targu. Miał 31 lat. Jego ciało zostało zakopane w bezimiennej mogile, a miejsce pochówku do dziś jest sporem między rodziną a Instytutem Pamięci Narodowej.
W 2006 roku prezydent Lech Kaczyński nadał pośmiertnie Józefowi Kurasiowi Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Decyzja wywołała kontrowersje i była krytykowana przez niektóre środowiska — ze względu na zarzuty wobec Ognia. Zwolennicy odznaczenia argumentowali, że historię trzeba oceniać w kontekście — Kuraś był produktem swojej epoki, czas, w którym ginęły jego rodzina i naród, dawał mu prawo do wyboru drogi, którą wybrał.
W polskiej kulturze patriotycznej Józef Kuraś jest postacią dyskutowaną — w przeciwieństwie do uniwersalnie szanowanych Witolda Pileckiego czy Łukasza Cieplińskiego. Kibice “Podhala” Nowy Targ noszą koszulki z jego portretem na meczach. Lokalna społeczność góralska traktuje go jako bohatera. Krytycy podkreślają zarzuty i opowiadają historię ofiar. Obie strony mają swoje racje. Postać Ognia jest przykładem tego, że historia Żołnierzy Wyklętych nie jest jednolita — to historia różnych ludzi, różnych dróg, różnych moralnych wyborów. Niektóre z tych dróg były czyste. Inne — kompromitujące. Wszystkie razem tworzą obraz polskiego oporu wobec komunizmu, który w jednej części jest powodem do dumy, a w innej do zadumy.
Współczesne dyskusje o Kurasiu pokazują, że antykomunizm jako styl życia wymaga uczciwego podchodzenia do historii — także tej trudnej. Pamięć o Ogniu nie powinna być ani wyrazem bezkrytycznego kultu, ani jego całkowitego potępienia. Powinna być uczciwą próbą zrozumienia człowieka, który w warunkach wyjątkowych wybierał wyjątkowe drogi, czasem słuszne, czasem nie. Historia żołnierzy wyklętych jest pełna takich postaci — i to czyni ją prawdziwą, nie wyidealizowaną. Pełnia obrazu jest zawsze mocniejsza niż uproszczone narracje.


